czwartek, 16 czerwca 2016

Powróciłam! Po pół roku... jak to mówią - lepiej późno niż wcale. Tym razem na stałe. W moim życiu nieco się zmieniło - przeprowadziłam się do innego miasta, zaręczyłam... brakuje mi tylko blogowania. Ciężko wrócić po długiej przerwie, ale często używając jakiegoś kosmetyku myślałam co bym o nim napisała... bywały kosmetyki, które aż prosiły się o recenzję. Właśnie z takim cudeńkiem do Was wracam - po prostu nie mogłam nie napisać o nim recenzji!

Mowa o różanym kremie Farmona Dzika Róża z serii Herbal Care. Wyczaiłam go parę tygodni temu w Rossmanie całkowicie przypadkowo... kocham różane, naturalne kosmetyki i po prostu nie mogłam się oprzeć.


Jest to krem odmładzający, przeznaczony do skóry dojrzałej. Niektórym może wydawać się, że nie powinnam stosować go skoro mam 26 lat. Ja jednak uważam, że krem należy dostosować do potrzeb swojej skóry i jedynym kryterium którym się kieruje jest skład... a ten jest wyjątkowo wspaniały!


Mamy tu Masło Shea na drugim miejscu, a na trzecim olej makadamia. Gwarantuję, że cery suche czy wrażliwe kochają oba te składniki. Tak samo zresztą jak proteiny jedwabiu, czy wosk pszczeli. Są to składniki mega mega odżywiające i wygładzające. Kolagen i elastyna stanowią podstawę prewencji przeciwzmarszczkowej - powyżej 20 roku życia ich ilość w skórze nieustannie maleje i ten fakt jest bezpośrednią przyczyną powstawania zmarszczek. Oczywiste jest, że wit. C i E także się przydadzą :)

Właśnie czegoś takiego szukałam! Dlaczego? Otóż mam bardzo wrażliwą, delikatną skórę (mimo, że jest także mieszana), a do tego wyjątkowo bogatą mimikę. Mam 26 lat i nie tylko kurze łapki, ale także delikatne linie śmiechowe od kącika wargi do nosa. Przyznam, że nieco mnie to boli... I nie pomaga stwierdzenie mojego narzeczonego, że będę "uroczą babcią"... 


Krem jak widać jest zapakowany w kartonik, szklany słoiczek. Mnie taka forma odpowiada. Wiadomo, że zawsze myję ręce przed użyciem kremu i zużywam go na bieżąco więc nie martwie się, że coś się w nim zepsuje. Zresztą myślę że inne opakowanie nie bardzo by się sprawdziło bo... krem ma bogatą konsystencję, jest dosyć tłusty. Jest lato, więc używam go głównie na noc, ale myślę że zimą nałożony w mniejszej ilości sprawdzi się także pod cięższy podkład.

Krem zdecydowanie nawilża, odżywia i regeneruje. Skóra nabrała ładnego kolorytu, jest gładsza, bardziej elastyczna, ładnie ukojona. Do tego pięknie pachnie różą.


Jestem bardzo zadowolona. Znacznie bardziej niż z Make Me Bio Garden Roses (recenzja), który jest dostępny jedynie w internecie, dużo droższy i nie spełnił moich oczekiwań.

Farmona zrobiła krem z cudownym składem, dostępny stacjonarnie (w Rossmanie i Naturze) i w bardzo dobrej cenie. Można? Można!

7 komentarze:

  1. Uwielbiam dziką różę :) P.s widzę że jesteśmy z tego samego rocznika :D Nie przejmuj się u mnie też pojawiły się kurze łapki

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten krem wygląda bardzo apetycznie, że ja go jeszcze nie zauważyłam, muszę go poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też kocham kosmetyki różane, teraz mam tylko mój ulubiony hydrolat z tego kwiatu, idealny do cery wrażliwej i suchej. Lubię produkty do ciała z farmony . ja akurat jestem napalona na kosmetyki make me bio, poczytam Twoją recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnię wypróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja korzystam z wegańskich kremów jeżeli chcecie wiedzieć jakich to zapraszam do siebie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze (f)