poniedziałek, 21 września 2015

Jakiś czas temu dostałam zaproszenie do testowania perfum Nicole. Firma ta posiada w sprzedaży odpowiedniki drogich, znanych perfum... cóż... jedni skreślają odpowiedniki bez zastanowienia, a ja postanowiłam wypróbować. Tak, zdarza mi się korzystać z odpowiedników w czasie kryzysu finansowego. Powiem więcej, niektóre odpowiedniki są świetne i nie odbiegają zbytnio od oryginału, a są też takie, które nie tylko nie są podobne... są okropne. Wszystko zależy...

Czy zapach Nicole przypadł mi do gustu? Wybrałam nr 157 czyli odpowiednik Givenchy - Ange ou demon le secret.


Perfum otrzymujemy w butelce z matowego szkła na której widnieje logo firmy. Moja butelka ma pojemność 30 ml, ale firma oferuje butelki różnych kształtów i wielkości. Na korku widnieje nr zapachu...

Atomizer działała sprawnie, choć trzeba uważać żeby nadusić go odpowiednio mocno, bo inaczej siknie zamiast rozpylać.


Na etykiecie widnieje skład i dane firmy. Raczej mało osób interesuje się składem perfum, ale dobrze że taka informacja się pojawiła i wklejam bo może akurat komuś się przyda.


Nuty zapachowe:

Głowa: cytryna, herbata, żurawina
Serce: kwiat wodny, jaśmin, piwonia
Podstawa: paczuli, piżmo, drzewo

Jak wrażenia? Zapach wydaje się być bardzo ładnie odwzorowany, choć przyznaję że nie miałam zbyt wiele do czynienia z oryginałem (wąchałam kiedyś w sephorze i to wszystko). Czuć większość nut zapachowych. Na początku bardzo mocno czuć wszystkie nuty głowy, choć cytryna wybija się na pierwszy plan. W dodatku jest dosyć mocno słodki, ale nie mdły czy duszący. Mam wrażenie, że to zasługa kwaskowości żurawiny i cytryny która przełamuje mocno posłodzoną herbatę. Po ok 10 minutach pierwsze nuty łagodnieją, zapach staje się delikatniejszy... ale nie czuć wcale nut serca, są jakby pominięte. Od razu po nutach głowy pojawiają się nuty podstawy, czuć drzewo sandałowe i piżmo... no niestety, wszystkie odpowiedniki mają do siebie to, że się nie rozwijają tak jak oryginały. Przez cały czas czuć nutę głowy i delikatnie bazę, z tym że mniej lub bardziej intensywnie... zapach ładny, lecz pozbawiony głębi, zmienności, więc szybko się nudzi, przestajemy go czuć.. lub wręcz zaczyna drażnić. W tym przypadku z przykrością stwierdzam, że jest nietrwały, czuć go bardzo krótko, bo po około godzinie nie czuję go w ogóle, nawet wąchając bezpośrednio skórę.

Tak to już jest... ale mimo wszystko zużyję go i w przyszłości kupię oryginał :) Przekonałam się, że nuty głowy, które nastręczały mi najwięcej wątpliwości czy będą dla mnie odpowiednie - są genialne. Pozostałe składowe zapachu na pewno mi się spodobają. Zwłaszcza piwonia, którą w perfumach wprost kocham. Szkoda, że tutaj w ogóle jej nie czuję.

Czy polecam? Ciężko powiedzieć... znam odpowiedniki (co prawda nie akurat tego zapachu), które utrzymują się naprawdę długo, a przy tym są świetnie odwzorowane. Tutaj cóż... największy minus za trwałość. Niska cena nie rekompensuje tego, że trzeba się psikać co godzinę. Z drugiej strony - oryginał Ange ou demon le secret podobno też nie grzeszy trwałością... więc może to zależy od nut zapachowych i inny zapach Nicole sprawdziłby się lepiej? Może będę miała okazję to sprawdzić :)

5 komentarze:

  1. Mam ich 2 zapachy i się lubimy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Może na próbę kupię sobie jakiś ich zapach:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Znam ten zapach w oryginale. Zdecydowanie jest w moim guście.

    OdpowiedzUsuń
  4. Też mam te perfumki i będę je lada dzień recenzować. Fakt, nie są one zbyt trwałe, ale podobno oryginał też jest marnej trwałości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz widzę, że też to słyszałaś i napisałaś na końcu notki :)

      Usuń

Dziękuję za wszystkie komentarze (f)