Hej dziewczyny (a może i chłopaki? :> kto wie). Jakiś czas temu pisałam Wam, że otrzymałam do testów skarpetki Cosmabell Foot Peel - z kwasami do głębokiego złuszczania skóry stóp. Chodzi oczywiście o współpracę z firmą Cosmabell.
Zacznę od tego, że nie jestem zwolenniczką stóp. Oczywiście dbam o nie, ale to tylko z obowiązku. Gdy chodziłam do szkoły kosmetycznej, nauczycielka zajęć praktycznych (rzecz jasna kosmetyczka z wieloletnim stażem) powiedziała, że każda kosmetyczka ma zabiegi które bardzo lubi wykonywać i takie, których nienawidzi. Ja uwielbiałam wykonywać masaż twarzy, ona nie. Ona lubiła wykonywać pedicure, a ja czułam się chora na samą myśl. Nie lubię i tyle.
Tym bardziej dla mnie lepsze jest szybkie, intensywne rozwiązanie... niż częsta pielęgnacja.
Zacznę od tego, że nie jestem zwolenniczką stóp. Oczywiście dbam o nie, ale to tylko z obowiązku. Gdy chodziłam do szkoły kosmetycznej, nauczycielka zajęć praktycznych (rzecz jasna kosmetyczka z wieloletnim stażem) powiedziała, że każda kosmetyczka ma zabiegi które bardzo lubi wykonywać i takie, których nienawidzi. Ja uwielbiałam wykonywać masaż twarzy, ona nie. Ona lubiła wykonywać pedicure, a ja czułam się chora na samą myśl. Nie lubię i tyle.
Tym bardziej dla mnie lepsze jest szybkie, intensywne rozwiązanie... niż częsta pielęgnacja.
Produkt zapakowany jest w zgrabne i estetyczne pudełko. Dostałam także ulotkę.
Na odwrocie pudełka znajdują się zapewnienia producenta, wyjaśnienie działania produktu oraz dokładny sposób użycia.
Dokładnie opisane zostały także przeciwwskazania do stosowania oraz skład. Zaskakująco wysoko w składzie znajduje się kolagen, ekstrakt z aloesu... mamy także parę innych ekstraktów, mocznik no i oczywiście kwasy. Są też inne, niegroźne składniki utrzymujące konsystencję.
W kartoniku znajdujemy szczelnie zamkniętą saszetkę, na której ponownie widzimy instrukcję obsługi. Przydatne, gdy ktoś już zdążył wyrzucić pudełko ;)
Po otwarciu opakowania ukazują się 2 skarpetki z grubej folii, oraz naklejki - paski samoprzylepne, umożliwiające dopasowanie skarpetek do rozmiaru stopy.
Żeby nałożyć skarpetki, należy otworzyć je odcinając kawałek wzdłuż niebieskiej linii.
Po otwarciu natychmiast czuć zapach kwasu salicylowego... jeśli ktoś nie wie jak pachnie, to wystarczy powąchać spirytus salicylowy. Na szczęście stopy są daleko od nosa, więc po nałożeniu skarpetek zapachu w ogóle go nie czuć :)
Dzień 1 - poniedziałek
Zakładanie jest banalnie proste. Wymaga jedynie odrobiny uwagi, żeby nic ze środka nam się nie wylało. Oczywiście samoprzylepne paski są przydatne - należy ich użyć, żeby skarpetki były lepiej dopasowane.
Następnym krokiem jest oczywiście nałożenie grubych skarpetek, które będą utrzymywać temperaturę. Ja zdecydowałam się trzymać na stopach skarpetki 110 min.
Dzień 2 - wtorek
Po prostu zgodnie z instrukcją 10 min wymoczyłam stopy w misce z ciepłą wodą.
Dzień 3 - środa rano (przed pracą)
Jak widać stopy wyglądają jeszcze całkiem normalnie, choć odczuwam takie jakby ściągnięcie i lekkie wysuszenie skóry.
Na powyższym zdjęciu widać modzel - lekkie zażółcenie na stopie. Nie jest duży, ale jednak jest. Modzele powodują ból, uczucie pieczenia i palenia podczas chodzenia w twardych butach i na obcasach. Są efektem nadmiernego rogowacenia skóry na skutek częstego ucisku.
Dzień 3 - środa wieczorem (po pracy)
W pracy czułam, że coś się dzieje. Oczywiście nic nie bolało, nie swędziało... ale to co zobaczyłam ściągając wieczorem skarpetki przerosło moje oczekiwania...
Postanowiłam wstawić mniejsze zdjęcia, do powiększenia dla osób o mocniejszych nerwach :)
Zdjęcia są robione tego samego wieczoru. Po prostu zdezynfekowałam nożyczki (ostrożności nigdy za wiele) i bardzo delikatnie usunęłam odklejony naskórek... Należy pamiętać, że niewolno odrywać skóry, która wciąż jeszcze jest przytwierdzona.
Dzień 4 - 9
Nie trudno zauważyć, że skóra najpóźniej złuszcza się w miejscu, gdzie jest najgrubsza. W pewnym momencie trochę zmartwiłam się, że skóra na piętach nie odejdzie... ale oczywiście okazało się, że wszystko ok :)
Jedyne, co troszkę mnie zasmuciło, to fakt, że produkt nie poradził sobie z nagniotkiem na środkowym palcu stopy. Jest on efektem noszenia buta, który w niefortunnym miejscu miał szew.
Po lewej zdjęcie wykonane w dzień nałożenia skarpetek, po prawej w trakcie złuszczania. Widać wyraźnie, że skóra z nagniotka schodzi... ale dziś mija 13 dzień od użycia produktu, skóra jest gładka, już się nie łuszczy, a nagniotek pozostał - jakbym nic z nim nie robiła.
Zalety:
- sposób szybki, banalnie prosty i w zaciszu domowym
- efekt jest niesamowity - stopy są idealnie gładkie, miękkie... nie miałam takich chyba odkąd nauczyłam się chodzić ;) gwarantuję, że takich efektów nie uzyskacie nawet po zabiegu pedicure w gabinecie kosmetycznym. Nie da się w tak dokładny sposób mechanicznie usunąć naskórka - zawsze będzie nieco poszarpany, czy w inny sposób uszkodzony. Jeden zabieg wystarczył aby modzel zniknął... a pumeksem/tarką bym się zamęczyła, a efektu by nie było. Dodatkowym atutem jest to, że skóra złuszcza się także z palców.
- bezpieczny i higieniczny - bez ryzyka skaleczenia, zainfekowania skóry, czy zarażenia w jakikolwiek sposób - zawsze przerażało mnie ścinanie skóry tzw. omegą, czyli specjalnym przyrządem z żyletką. Brrr!!! Pumeksy, tarki i szlifierki też nie należą do sposobów higienicznych ani przyjemnych.
- efekt długo się utrzymuje - co prawda jestem świeżo 'po', ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że wystarczy mi na bardzo długo... to po prostu czuć. Kwasy zawsze dają długotrwałe rezultaty - w przeciwieństwie do sposobów mechanicznych, które powodują coraz szybkie narastanie skóry (dlatego odchodzi się od ścinania skóry omegą lub wycinania skórek wokoło paznokci cęgami)
Uwagi:
- mogą być za małe na męskie stopy - ja mam rozmiar stopy 40/41 (niestety) i powiedziałabym, że na mnie były na styk.
- niestety nie usunęły mojego nagniotka... ale zdaje sobie sprawę, że to ciężki orzech do zgryzienia. Może efekt byłby lepszy, gdybym ten palec lepiej usmarowała tymi kwasami lub trzymała je na stopach 10 min dłużej...
- proces złuszczania trwał u mnie nieco dłużej niż jest napisane na opakowaniu. Od nałożenia skarpetek do ostatecznego wyglądu - ok. 9 dni.
- proces złuszczania wygląda jak wygląda, wrażenia estetyczne trochę nieprzyjemne, ale warto, zdecydowanie :) ja po prostu przez tydzień spałam w skarpetkach - żeby jak najmniej na to patrzeć.

Jak dla mnie rewelacyjny produkt, który zagości u mnie jeszcze nie raz (pewnie na wiosnę) i szczerze Wam go polecam.
Jeśli macie na niego chrapkę - można go kupić na stronie producenta - Cosmabell.pl
Można go także wygrać na funpage na Facebooku, gdzie często organizowane są konkursy.
Wow, no to mnie zaintrygowałaś! Też nie lubię pielęgnacji stóp, więc takie rozwiązanie wydaje się idealne..
OdpowiedzUsuńZdecydowanie zainteresuję się tym produktem na wiosnę:)
OdpowiedzUsuńja też na wiosnę ponownie po nie się sięgnę ^^
UsuńEfekt końcowy jest naprawdę fajny ;)
OdpowiedzUsuńJa używałam skarpetek z Holika, efekt podobny. Niestety też nie poradziły sobie z nagniotkami :( Mam ich aż 4 i walczę z nimi od paru lat. Miałam nadzieję że chociaż się zmiejszą, ale nie. Nie wiem już jak się ich pozbyć. Może Ty wiesz?
OdpowiedzUsuńnie mam pojęcia. gdybym miała jakiś sposób to sama pewnie nie mialabym już tego paskudztwa ;) ale przyznaje że jakoś specjalnie nie robiłam z nim nic do tej pory. musze się za czymś rozejrzeć... może są jakieś plastry z kwasem salicylowym albo preparat z pędzelkiem jak przy lakierze do paznokci.
UsuńMoim stopom z pewnością przydałoby się porządne złuszczanie
OdpowiedzUsuńŚwietna recenzja! Dzięki niej już wiem, czego mogę się spodziewać po tym produkcie a nie blablabla moje stopy są teraz fajne. Cały proces nie wygląda ładnie, ale skoro jest skuteczny, to chyba się przemogę i na wiosnę zrobię sobie taką kurację. Teraz i tak chodzę w skarpetach, ale gdy już zrobi się ciepło i trzeba będzie ubrać klapki to chętnie wypróbuję.
OdpowiedzUsuńdzięki. też widziałam wiele recenzji tych skarpetek bez zdjęć... dla mnie to takie puste słowa - "moje stopy sa teraz fajne" - świetnie to ujęłaś
Usuńświetny produkt.. moim stopom przydałoby się takie złuszczenie
OdpowiedzUsuńJa wczoraj ich uzylam i wciaz mam uczucie takiego okropnego sciagniecia skory ;c juz sie nie moge doczekac kiedy zacznie schodzic i to upiorne uczucie przejdzie...
OdpowiedzUsuńteż wkurzało mnie to czucie... nic przyjemnego. odchodząca skóra podczas chodzenia też daje się we znaki.. no ale wszystko do przeżycia
UsuńOjejku szukam czegoś takiego:)))
OdpowiedzUsuńCzytałam już wiele opinii o nich i są same pozytywne
Chyba czas się na nie skusić
Tyle, że na wiosnę 
OdpowiedzUsuńOczywiście obserwuję, bardzo mi się podoba Twój blog
Faktycznie wygląda to dość makabrycznie. Ale biorąc pod uwagę, że moich "twardości" spowodowanych noszeniem glanów do tej pory nic nie usuwa, to chyba się skuszę...
OdpowiedzUsuńoj tak, znam to... co prawda glany ostatnio na nogach miałam jakieś 5 lat temu, ale wiele lat w nich spędziłam... szczerze mówiąc dziś nie wyobrażam sobie wrócić do takich twardych butów
starość nie radość jak to mówią 
UsuńCzyli mamy bardzo podobne odczucia: skarpetki ładnie wygładziły stopy, ale większe nagniotki pozostały, rozmiar skarpetek mógłby być większy i nożyczki poszły w ruch ;)
OdpowiedzUsuńdokładnie. świetnie to ujęłaś "w pigułce"
UsuńSama nie wiem, czy skusiłabym się na te skarpetki, teraz, gdy już widziałam, jak to wygląda. Zostanę przy tareczce i kremie nawilżającym (:
OdpowiedzUsuńEfekt naprawdę widoczny
OdpowiedzUsuńNiezłe efekty, robi wrażenie
OdpowiedzUsuńO kurczę, świetna sprawa
OdpowiedzUsuńrewelacyjne skarpeciska. Przydałyby mi się.
OdpowiedzUsuń